Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 965 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Avangarda 2009

wtorek, 04 sierpnia 2009 8:57
Avangarda 2009

0d 2 do 5 lipca odbywał się w Warszawie konwent Avangarda. Konwent raczej regionalny - gości spoza Warszawy nie było aż tak wielu. W tym roku organizatorzy zaplanowali naprawdę dużą imprezę - połączyli ją ze zjazdem miłośników GW i Star Trek. Zaprosili całkiem liczne grono gości z zagranicy tak, że cały blok programowy wydzielono dla pisarzy zza wschodniej granicy. To było jednym z powodów mojej obecności w Warszawie. Nie dość, że sam przybyłem to jeszcze namówiłem innych by też się pojawili.

 

Moje obawy budziło, czy organizatorzy poradzą sobie z takim dużym przedsięwzięciem. Bo duży konwent to praca na 3 zmiany dla sztabu ludzi. Okazało się, że jednak czegoś zabrakło. Jeden z największych "kiksów" organizatorów to noclegi w akademikach. Na stronie i w mailu, który dostałem było zapewnienie że akademik jest powiadomiony i że miejsca czekają na chętnych. A w samym akademiku obsługa i kierownictwo nie miało pojęcia czy to jest awangarda (zapytali się czy to są niepełnosprawni bo właśnie oni miesiąc czy dwa temu zarezerwowali wszystkie wolne miejsca). Tylko cudem udało się nam zdobyć pokój. Następnym problem okazało się dotarcie na Konwent. Znowu nieścisłość w informacjach podanych przez organizatorów opóźniła nasz dojazd na Avangardę.

 

To, co mi się spodobało to bardzo duża prędkość z jaką nasz zakredytowano. Kolejki nie było, a sama procedura była błyskawiczna. To duży plus ze strony organizatorów. Program był bogaty i było w czym wybierać. Jednak i tutaj pojawiły się problemy. Na przykład, prelekcja Marcina Przybyłka się nie odbyła i jak się okazało - z winy organizatorów, którzy namieszali z potwierdzaniem i odwoływaniem spotkania.

 

Następna prelekcja to ta Wojtka Sedeńki o klasyce SF głównie o tej zapomnianej. Tutaj następny problem. Zabrakło rzutnika aby pokazać prezentację Wojtka. Obyło się bez tego i tak było super ciekawie.

 

Piątek był chyba najciekawszym ( przynajmniej dla mnie) dniem konwentu. Zaczęło się z małym poślizgiem, bo nie odbył się konkurs o SF (prowadzący nie dostał pytań i dobre 20 minut zajęło nam zdobycie tej informacji). Później było już bardzo dobrze.

Bardzo ciekawa prelekcja Tomasza Bochińskiego dotycząca wampirów. Tomasz doszedł do ciekawych wniosków, że nasze społeczeństwo zaczyna rzeczy złe ubierać w dobre pozory. Złe i krwiożercze wampiry stały się "świetnymi gośćmi", wiele przy tym tracąc.

Następna prelekcja dotyczyła wierzeń w Rosji i kultury ludowej. Dużo się człowiek nauczył. Znam zaklęcie na powstrzymanie krwawienia.

 

Czymś, na co czekałem, było spotkanie z Andrzejem Zimniakiem na prelekcji dotyczącej Nagrody imienia Jerzego Żuławskiego. Niestety, frekwencja nie była olbrzymia - jednak zebrało się kilkanaście osób zainteresowanych i w tej kameralnej atmosferze doszło do ciekawych dyskusji. I do konkursu ze znajomości książek autorów nominowanych do nagrody.

 

Razem z Tiganą (redaktor Katedry) udaliśmy się na konkurs o Polskiej Fantastyce. Jak to było do przewidzenia, prym wiodły książki z FS oraz te, Ewy Białołęckiej. Choć nie obyło się bez dotknięcia chaosu (od strony organizacyjnej), to prowadząca włożyła wiele wysiłku, by doprowadzić go do szczęśliwego końca. Oczywiście wygraliśmy!

 

Konkurs się nieco przeciągnął przez co na prelekcję Marcina Przybyłka o typologii jungowskiej mocno się spóźniłem. Nawet te ostatnie 15 minut pokazało jak ciekawa to była prelekcja. Marcin ma talent do przykuwania uwagi słuchaczy.

Następnie udałem się na spotkanie z Anną Brzezińską i Grzegorzem Wiśniewskim. Autorzy „Na ziemi niczyjej" wyjaśniali, że opisy kreowane przez bohatera (które nie spotkały się z pełną aprobatą fanów i krytyków) w „Chwale ogrodów" były zapożyczone od Kiplinga, by wzmocnić klimat powieści i dodać jej realizmu. Zatem pretensje należy kierować do niego. ;)

Po spotkaniu autorskim udałem się na prelekcję o rosyjskim kinie fantastycznym. Świetnie prowadzona i można się było dowiedzieć wiele ciekawych rzeczy. Tutaj rzutnika na szczęście nie zabrakło.

 

Ostatnia prelekcja tego dnia była poświęcona nagrodom fantastycznym. I znowu kameralna atmosfera i ciekawe dyskusje.

Sobota była już dla mnie zdecydowanie bardziej fantastyczna. Paradoksalnie, przebiegała pod znakiem odwołanych punktów programu lub takich, na których byłem tylko częściowo. A wszystko dlatego, że postanowiłem ten dzień spędzić raczej towarzysko. :) Spotkanie z Marcinem Przybyłkiem wniosło wiele ciekawych informacji (wydało się, że Marcin jest kobietą) i dało szansę obejrzenia filmu promującego jego książkę.

 

Całość konwentu oceniam dobrze. Ciekawe prelekcje, dobra atmosfera i zaangażowanie organizatorów rekompensują pewne niedociągnięcia. Było fajnie!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Przełęcz - Osada

poniedziałek, 27 lipca 2009 21:15
Stara ale jara recenzja.  Ta książka zdecydowanie zasługuje by ją polecać.



Przełęcz. Osada

„Przełęcz. Osada" to najbardziej znana książka Bułyczowa i chyba najlepsze z jego dzieł, które wpisało się już do klasyki SF. Bardzo lubię autorów za wschodniej granicy i cenię ich twórczość. Zaczynając lekturę miałem więc spore wymagania i spodziewałem się czegoś dobrego i nietuzinkowego. Nie zawiodłem się.

 

 

Na dzikiej i niegościnnej planecie rozbija się statek badawczy "Polus". Tylko cześć załogi zdołała przetrwać, ale promieniowanie i zbliżająca się zima zmusza i tę małą grupkę do opuszczenia statku i znalezienia bardziej dogodnego miejsca do życia. Od czasu katastrofy minęło już wiele lat. Wioska powoli się rozwinęła i dorobiła nowych mieszkańców. Jednak aby przetrwać ludzie potrzebowali wielu narzędzi, które dostępne były tylko na statku. Kilkakrotnie wyruszały wyprawy do statku aby spróbować wezwać pomoc, zdobyć żywność i inne potrzebne materiały. Jednak żadna z ekspedycji nie docierała na miejsce. Tym razem może być inaczej, bo na wyprawę wyrusza trzech młodych mieszkańców wioski. Wychowani na planecie i przyzwyczajeni do życia w trudnych warunkach, mają spore szanse na dotarcie do celu.


Ważny jest skład wyprawy - autor prezentując różne typy osobowości uczestników, wskazuje możliwe ścieżki rozwoju dla małej wioskowej społeczności. Oleg to chłopak inteligentny i pomysłowy, ale jednocześnie przeciętny myśliwy, niepewnie czujący się w lesie. Właśnie on jest uosobieniem postawy, dla której ważniejszy jest intelekt, dociekliwość i chęć uformowania świata do swoich potrzeb. Dick jest zgoła inny - sprawny fizycznie, świetny myśliwy z talentem tropiciela .Jednak nie jest człowiekiem, dla którego intelekt byłby czymś ważnym. Woli działać niż myśleć. Nie analizuje zdarzeń i nie ocenia skutków, a jedynie przyjmuje wszystko takim, jakie jest. Gdy dostanie jakieś narzędzie użytkuje je, ale nie zastanawia go zasada działania. Każda awaria to koniec użytkowania. Dick tylko z pozoru jest nieustraszony, bo gdy spotyka się z czymś nieznanym lub obcym, czymś, czego nie zna lub nie rozumie - w głębi duszy boi się, a na zewnątrz prezentuje obojętność, ignoruje istnienie zjawiska. Oleg to człowiek starający się rozwijać i zmieniać, ale o ograniczonych talentach zdobywania żywności. Bułyczow w sposób rewelacyjny ukazał konflikt dwóch ścieżek rozwoju, jakimi mogłaby podążyć osada. Albo zatracając dziedzictwo całkowicie się przystosować, albo starać się zachować wiedzę o Ziemi i ukształtować otoczenie według własnych potrzeb. Dick nie chciał wyprawy do statku, bo nie był w stanie wyobrazić sobie, że wyprawa może przynieść konkretne korzyści. Statek w jego mniemaniu był raczej symbolem, obiektem nieledwie mitycznym, w którego istnienie trudno mu było uwierzyć. Dla Olega była to wyprawa do czegoś zupełnie mu nieznanego i szansa na poznanie nowej wiedzy, zdobycie przedmiotów ciekawych i ważnych dla wioski i co najważniejsze - okazja do wezwania pomocy.

 

„Przełęcz. Osada" świetnie ukazuje jak bardzo jesteśmy uzależnieni od zdobyczy techniki i jak szybko spada nasz poziom cywilizacyjny, gdy odrywamy się od reszty społeczeństwa i zaczynamy zapominać o swoim dziedzictwie. Jak szybko i łatwo - walcząc o fizyczne przetrwanie i dostosowując się do nieprzyjaznych warunków - możemy utracić to, co kiedyś było cenne.

 

Inną postacią jest Kazik - dziecko urodzone i wychowane na nowej planecie. Ziemię zna tylko z opowieści, a niesprzyjające otoczenie nie jest dla niego wrogiem. Chociaż mogłoby się wydawać, że Kazik i Dick prezentują ten sam typ osobowości czyli myśliwego i człowieka zaradnego w trudnych warunkach, jednak jest między nimi zasadnicza różnica - Kazik nie boi się lasu i z nim nie walczy, tak jak Dick. Kazik stara się zrozumieć otoczenie i przystosować się do niego. Jego postawa jest wypadkową Dicka i Olega - zaradny i kreatywny, silny i dociekliwy. Nie walczy z otoczeniem tylko staje się jego częścią, bo rozumie prawa jakie rządzą niegościnną planetą.

 

„Przełęcz. Osada" to książka bardzo dobrze napisana. Postacie są tu żywe i bardzo sugestywnie nakreślone, prezentujące różne typy osobowości. Różnica między ludźmi urodzonymi na Ziemi, a wychowanymi na nowej planecie jest wręcz namacalna. Powstaje pytanie jak my byśmy się zachowali się w sytuacji mieszkańców osady i jak bardzo byśmy się zmienili. Pozornie książka jest błaha i do bólu klasyczna, opisująca walkę o przetrwanie ocalałych z katastrofy statku kosmicznego - ot, tacy Robinsonowie na obcej planecie. Ale taka ocena byłaby krzywdząca, bo Bułyczow, wykorzystując prosty schemat, stworzył bardzo dobrą opowieść, skłaniającą do refleksji i na pewno nie wtórną.

 

Subiektywna ocena Toudiego:
9/10


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Ogłoszenia Parafialne

sobota, 25 lipca 2009 17:37
Trzeba odświeżyć Bloga. Mało miałem czasu i mało się tu działo. Ale jak widzę wejścia nadal są więc kogoś to może interesuję. Zamierzam Jakieś recenzję i opinie powinny się zacząć pojawiać.
Pomysły na notki niby są ale jakoś mało motywacji by je realizować.

Sezon ogórkowy jest przecież.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Diaczenko

poniedziałek, 25 maja 2009 19:16
Myślę że ci pisarze zasługują na notkę. Powoli acz systematycznie zajmują w moim czytelniczym sercu coraz lepsze miejsca i już chyba można powiedzieć że to jedni z moich ulubionych pisarzy. Chciałbym przybliżyć ich twórczość i same sylwetki pisarzy

                                                                          Marina i Siergiej Diaczenko

 

Marina i Siergiej Diaczenko - ukraińscy pisarze fantastyki. Debiutowali w 1994 roku powieścią Priwratnik. Laureaci wielu nagród literackich, w tym nagrody Euroconu dla najlepszych europejskich pisarzy fantastyki roku 2005.

 

Siergiej urodził się w 1945 roku. Z wykształcenia lekarz-psychiatra, kandydat nauk biologicznych, autor scenariuszy do wielu popularno-naukowych i fabularnych filmów. Na niwie fantastyki zadebiutował wraz żoną, Mariną, w 1994 roku powieścią Priwratnik. Diaczenków czasem klasyfikuje się jako pisarzy rosyjskich, co wynika z faktu, że swoje książki piszą właśnie po rosyjsku, a nie ukraińsku. Przypuszczam, że dzieje się tak dlatego, że wydanie rosyjskojęzyczne pozwala na dotarcie do znacznie większych rzesz czytelników.


Moim pierwszym kontaktem z twórczością tego małżeństwa była książka "Dolina sumienia" Jakoś nie mogłem się do niej zabrać bo Autorzy nie byli mi wtedy znani a okładka po prostu paskudna. Gdy już się przełamałem, nie pożałowałem. Początek lekko mnie zwiódł, bo opisuje dorastające dziecko. Nie jest to jednak książka młodzieżowa, gdzie bohaterem jest nastolatek ratujący świat. Nasz bohater dorasta, obserwujemy jego zachowanie przez lata (co często zdarza się u tych pisarzy), jego życiowe rozterki. Fabułą jest nieśpieszna bez jakiś zwrotów akcji czy szybkich scen. Język utworu wzmacnia spokojną i nostalgiczna atmosferę.
Później - już zachęcony - przeczytałem inne książki tego pisarskiego duetu. I chyba tylko na „Magom wszystko wolno" nieco się zawiodłem. Przede mną jeszcze kilka ich książek, co mnie cieszy bo jakbym juz przeczytał wszystkie, to nie byłoby chyba po co żyć ;). Systematycznie poznaję więc kolejne utwory. Każda jest w jakiś sposób podobna i każda w jakiś sposób mnie zaskakuje. Psychika bohatera zbudowana jest zawsze dokładnie i zawsze z pewnym niedomówieniem. Nie ma tu ludzi bez skazy, każdy ma w duszy jakąś zadrę, co dodaje tylko autentyczności przekazowi. Trudno by mi było wybrać najlepszą książkę Diaczenków - każda jest po prostu inna. Ale chyba „Rytuał" i „Vita Nostra" są najbliższe mojemu sercu. Tylko że o „Waranie" też zapominać nie można. Ogólnie każdą książkę tych pisarzy warto przeczytać, a te trzy wręcz trzeba.


Diaczenkowie bawią się wieloma konwencjami od SF przez urban fantasy czy powieść z pogranicza cyberpunka do fantasy tak klasycznego, że bardziej klasyczne chyba już być nie może. Tworzą własne światy lub korzystają z tych funkcjonujących w powszechnej świadomości. Zawsze jednak prezentowane przez nich historie są głęboko przemyślane i poruszają czytelnika. Czekam z niecierpliwością na „Miedzianego króla", który może się okazać prawdziwym hitem. To powrót do uniwersum znanego z „Warana", ale nie są to powieści powiązane. Jednak jeszcze troszkę będę musiał poczekać, by się przekonać czym „Miedziany król" jest.
Cechą charakterystyczną pisarstwa Diaczenków jest sposób jaki tworzą zakończenia. Prawie zawsze pozostawiają one spory margines do interpretacji, są jakby niedokończone. Autorzy nigdy nie odpowiadają jasno na zadawane przez siebie pytania. Podczas internetowych dyskusji przekonałem się jak bardzo różne mogą być interpretacje zakończeń.

 

Szczerze polecam ich książki. Myślę, że każdy może tutaj znaleźć coś co go zainteresuje. To pisarze uniwersalni i bardzo dobrzy warsztatowo. Pozycje obowiązkowe dla prawdziwego fantasty:
* Rytuał
* Armaged-dom
* Czas wiedźm
* Dolina sumienia
* Dzika energia
* Kaźń
* Magom wszystko wolno
* Waran
* Vita Nostra
* Odźwierny
* Szrama


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Kwiecień

czwartek, 14 maja 2009 21:56
Kwietniowe podsumowanie. Lepiej późno niż wcale? No to stosując się do tej zasady ale też do blogowej mody/presji/owczego pędu* podsumuję pokrótce kwiecień Anno Domini 2009. Czytelniczo miesiąc był nieco... a zresztą, przejdźmy do szczegółów. Przeczytałem:

"Po spirali" Piotra Rogoży,
"Pierwszy krok" Adama Przechrzty,
"wiedźma.com.pl" Ewy Białołęckiej,
"Fryne heterę" Witolda Jabłońskiego,
"Kameleona" Rafała Kosika,
"Miasto Dusz" Wojciecha Szydy,
"Błędy" Jakuba Małeckiego,
"Skarb w glinianym naczyniu" Mariusza Kaszyńskiego,
"Trzynastkę" Richarda Morgana,
"Święty Wrocław" Łukasza Orbitowskiego,
"Zadrę" tom 2 Krzysztofa Piskorskiego,
"Magię dla początkujących" Kelly Link,
"13. anioła" Anny Kańtoch.

 

 

Można powiedzieć, że norma wyrobiona, nawet z nadwyżką (norma = 2,5 książki tygodniowo). Hitem miesiąca są dla mnie dwie pozycje: „Kameleon" Rafała Kosika oraz „Święty Wrocław" Łukasza Orbitowskiego. „Miasto Dusz" to też pozycja godna uwagi, ale nie na miarę Orbitowskiego czy Kosika. Cały miesiąc był zdominowany przez polską fantastykę. Tak jakoś wyszło. Największym zawodem jest dla mnie drugi tom „Zadry" Krzysztofa Piskorskiego oraz „Pierwszy krok" Adama Przechrzty. Szczególnie zawiodłem się na Piskorskim, bo pierwszy tom był naprawdę obiecujący; drugi to już niestety porażka. Pozostałe lektury oceniam różnie, ale ogólnie miesiąc uznaję za udany.

 

* Niepotrzebne skreślić


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  10 827  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog o książkach i nie tylko

Statystyki

Odwiedziny: 10827

Lubię to